21 października 2009

X Poznań Maraton


W niedzielę 11 października o godz. 10.00 wdowa po Macieju - Joanna, dała sygnał do startu na jubileuszowym, dziesiątym poznańskim maratonie, poświęconym Jego pamięci. Maciej biegł
we wszystkich maratonach, włożył bardzo duży wkład w jego
rozwój i propagowanie za granicą.


W tym roku maratończycy pobiegli nową, zmienioną trasą - wytyczono dwa okrążenia po 21, 097km. W pierwszym maratonie wzięło udział 831 osób, w tym roku na starcie stanęło aż 433o zawodników (do mety dobiegło 4007). Najmłodsi zawodnicy mieli
po 18 lat, najstarszy 80.


Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe medale z wizerunkiem Macieja Frankiewicza.



Najlepszy okazał się 33-letni Kenijczyk Samson Kimelii Chebii
z czasem 2:19:14 (był zaledwie niecałe sześć minut gorszy od swego rodaka, który w zeszłym roku ustanowił rekord trasy). Najlepszym polskim maratończykiem okazał się 44-letni Piotr Pobłocki - 2:27:15.


8 października 2009

Organizacja Solidarność Walcząca w Wielkopolsce


Niedawno ukazała się w ramach publikacji Instytutu Pamięci Narodowej "Solidarność Walcząca w Wielkopolsce w latach 1983-1990", pod redakcją Krzysztofa Brzechczyna i Przemysława Zwiernika.


Książka, jak sami autorzy piszą we wstępie, jest wynikiem zorganizowanej w Poznaniu przez IPN w październiku 2008 konferencji pod tym samym tytułem.


Pracę podzielono na cztery części: działalność i program SW, organizacja SW w Wielkopolsce, działalność wydawnicza SW oraz wspomnienia i relacje.





Z recenzji prof.Wojciecha Polaka:


"Solidarność Walcząca - organizacja, której zasługi w walce o wolność naszego kraju trudno przecenić, nie doczekała się jeszcze całościowego, solidnego opracowania. Na przeszkodzie stoją m.in. zbyt wolno prowadzone badania na poziomie regionalnym. Dlatego z dużym zadowoleniem należy przyjąć fakt opublikowania książki dotyczącej zasadniczo Solidarności Walczącej w Wielkopolsce. Piszę "zasadniczo", gdyż teksty opublikowane w pierwszej części zbioru (Działalność i program Solidarności Walczącej) dotyczą Solidarności Walczącej w skali ogólnopolskiej. Omawiana książka jest propozycją ciekawą, przygotowaną w sposób kompetentny i tym samym bardzo wartościową. Na pewno będzie ona stanowiła istotny wkład do napisania w przyszłości pełnego opracowania na temat Solidarności Walczącej."


Autorzy poświęcili książkę pamięci Macieja.


Można ją kupić m.in. w Wydawnictwie WiS.



30 września 2009

Interrun 2009


Poznań Interrun 2009 odbył się w tym roku dla uczczenia pamięci Macieja Frankiewicza. Nad Maltą 27 września na starcie stanęło prawie 2000 zawodników. Prezydent Ryszard Grobelny objął patronat honorowy nad biegiem i sam wziął w nim udział, pokonując dystans 11km.





Uczestnicy mieli do wyboru trasy o dwóch długościach- 5,7km
i 11km, a decyzję którą pobiegną podejmowali już podczas biegu.




Na Malcie była również Joanna Frankiewicz, która dała sygnał do rozpoczęcia biegu i wygłosiła kilka słów do uczestników (jak sama mówi również z biegu).


20 września 2009

Tablica pamiątkowa u oo.Dominikanów


We czwartek 24 września, o godz.16.00 w kościele oo.Do
minikanów zostanie odprawiona Msza Św. w intencji twórców i członków Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Po Mszy, w krużgankach zostaną odsłonięte tablice pamiątkowe - jedna poświęcona gen.Władysławowi Andersowi, druga - Maciejowi Frankiewiczowi. Tablicę poświęconą Maciejowi odsłoni wdowa po Nim.


Krużganki kościoła oo.Dominikanów


Mała ciekawostka - co łączyło Macieja z generałem Andersem (oprócz tablicy rzecz jasna)?

Swego czasu Maciej miał okazję brać udział w zdjęciach do filmu dokumentalnego "Ułani Andersa", gdzie zagrał właśnie generała - ale temu poświęcę osobny post.



Suplement fotograficzny z 24 września:



PAMIĘCI MACIEJA FRANKIEWICZA
1958 - 2009

ZASTĘPCY PREZYDENTA
MIASTA POZNANIA

KAWALERA
KRZYŻA KOMANDORSKIEGO
ORDERU ODRODZENIA POLSKI

SERCEM ODDANEGO
TRADYCJOM NARODOWYM
I UŁANOM POZNAŃSKIM

CZŁOWIEKA DOBREGO





16 września 2009

17 września


70 lat temu wojska sowieckie wkroczyły do Polski. I na całe szczęście Sejm zdążył z uchwałą, która bardzo okrężnie, ale uznała w końcu zbro
dnię katyńską za ludobójstwo.


W tym roku, podobnie jak i w latach poprzednich, po Mszy Św. 0 16.00 w kościele oo.franciszkanów konwentualnych zostaną złożone kwiaty pod pomnikiem 15. Pułku Ułanów Poznańskich.


Pomnik 15 Pułku Ułanów Poznańskich 2008


Następnie "Marsz Pamięci" przejdzie ulicami: Ludgardy, Paderewskiego, pl. Wolności, 27 Grudnia, Fredry, Wieniawskiego,
Św. Marcin, al. Niepodległości; podczas przemarszu oddanie hołdu pod: Tablicą Ofiar Terroru Stalinowskiego, Głazem Pamięci Piotra Majchrzaka, Tablicą Pamięci Wojciecha Korfantego, Tablicą Pomnika Wdzięczności Narodu Polskiego (przy Pomniku Poznańskiego
Czerwca '56) i Tablicą Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego.



Marsz Pamięci 2008


O godz.18.00 rozpoczną się uroczystości przy Pomniku Ofiar Katynia i Sybiru.



Reminiscencje graficzne:


Dwutygodnik SW Poznań, 11-17 września 1989


30 lipca 2009

Wspomnienie złożone z samych drobiazgów - Rafał Grupiński


Maciej. Ilu z nas pamięta go jeszcze jako szczupłego, wysokiego studenta, który z wielką determinacją włączył się w walkę z komunistycznym systemem? Ilu z nas pamięta, jak czasami przez przypadek wpadał w trakcie spotkania redakcji „Czasu Kultury” i, nic nie mówiąc, cierpliwie kiwał głową na wciąż rosnącą objętość pisma?


A jak się to zaczęło? Pewnego zimowego wieczoru niesławnego 1982 roku, na przełomie chyba lutego i marca, zapukał do naszego domu przy ulicy Mikstackiej mój przyjaciel z PWSSP, grafik Andrzej Piątek, który całym sobą oddany sprawie wolności, z niezwykłym
poświęceniem angażował się w podziemną aktywność. Andrzej zadał
z właściwą sobie powściągliwością tylko jedno pytanie: czy nie przechowalibyśmy z Anką kogoś przez krótki czas, pewnego uciekiniera z obozu internowania w Gębarzewie, do chwili znalezienia dlań stałego lokum. Nie wahaliśmy się ani chwili, i wtedy powoli zza garażu, z cienia wysunął się wysoki, młody blondyn, w rozpiętej na piersi koszuli, mimo iż na dworze był parostopniowy mróz.


I tak Maciej zamieszkał u nas, na piętrze, w najmniejszym pokoju od strony ogrodu. Odtąd każdy dzwonek do drzwi budził w nas dodatkowe napięcie. Zanim otworzyłem gościom, z okna biblioteki na piętrze wypatrywałem, kto zacz, czy osoba znajoma, czy może esbecy, ze względu na bezpieczeństwo naszego młodego lokatora. Andrzej dostarczył nam wkrótce jeszcze innego gościa. Był to malutki kotek – podobno dziecko kotki o imieniu Kuroń – który na cześć darczyńcy został ochrzczony imieniem Piątek i, podobnie jak jego matka, okazał się... kotką. Z nią długie godziny bawił się
i przekomarzał Maciej – w czasie siedzenia w swym małym, prywatnym quasi-więz
ieniu. Maciej nie potrafił jednak siedzieć bezczynnie, nie mógł nie działać. Zaczął chodzić na patriotyczne msze
i demonstracje, choć jego wzrost nie pozwalał m
u wtapiać się w tłum. Malował napisy na murach, rozrzucał ulotki. W poznańskiej Solidarności bano się jego aktywności, posądzano o radykalizm.
W czerwcu wrócił do Gębarzewa i wypuszczony po miesiącu z samego internowania, zerwał się śledzącym go tajniakom. Trafił znów do naszego domu, by swobodniej działać w podziemiu. Kiedy na dole odbywały się spotkania towarzyskie, narady innych działaczy podziemia albo Anka prowadziła lekcje angielskiego, Maciej siedział za drzwiami w małym pokoiku na górze, gdzie jedynym sprzętem poza tapczanem był telewizor Rubin.


Na Mikstackiej Maciej poznał Grzegorza Schetynę, który był wówczas
naszym łącznikiem z podziemnym Wrocławiem. Grzesiu wiosną
1983 roku wprowadził Macieja do utworzonej przez Kornela Morawieckiego radykalnej podziemnej organizacji Solidarność Walcząca. W ten sposób Maciej uniezależnił się od słabo zakonspirowanej poznańskiej Solidarności i rozpoczął budowę własnej st
ruktury podziemnej. Angażował w nią przyjaciół, głównie tak jak on studentów, choć sam, z wiadomych względów, na trzeci rok architektury nie powrócił już do końca lat 80.

I tak zapewne, wolno, leniwie można nizać słowa, wydobywać okruchy zdarzeń z pamięci, wspominać Macieja, lecz przecież nie uda się w ten sposób wypełnić bolesnego braku jego obecności.



Rafał Grupiński

Może to, co było pierwsze? Pierwsza ucieczka z internowania, po głodówce, przez szpital, czy też pierwsze... włamanie. Tak, tak, włamanie. Jeszcze tej samej wiosny, wieczorem, włamaliśmy się tuż przed godziną policyjną do biur jakiejś spółdzielni przy dzisiejszej ulicy 28 Czerwca 1956. Wyważyliśmy drzwi tak zwaną brechą, wynieśliśmy powielacz i maszynę do pisania... A potem, w czerwcu 1984 roku pierwsza wydana przez SW Oddział Poznań książka, tomik wierszy „W ziemi cieniach” mojego autorstwa, pierwszy poważny periodyk społeczno-polityczny całej SW, czyli „Czas”, którego redaktorem naczelnym został Włodek Filipek, pierwsze pismo literackie SW i pierwsze regularnie ukazujące się w Poznaniu, czyli „Czas Kultury”, pierwsze wielotysięczne nakłady ukazujących się co dwa tygodnie (!) numerów „Solidarności Walczącej”...

Pierwsza nasza wspólna wyprawa za granicę, do Niemiec, po wypuszczeniu Macieja we wrześniu 1986 roku – po papier, farbę drukarską, głowice do maszyn do pisania i po środki finansowe oraz po silnik do mojego zdezelowanego garbusa. Jechaliśmy maluchem, który ledwo dysząc, ciągnął przyczepkę, prześmiesznie wyglądając na autostradzie. Obaj z kolanami pod brodą, pod górę wyciągając maksymalnie 40 kilometrów na godzinę, otrąbiani przez niecierpliwe tiry.


Albo trzy ucieczki, choć Wikipedia mówi o dwóch, a niektórzy wspominają o czterech. Jedna, wspomniana już, z internowania, dwie z aresztów. Szczegóły tej trzeciej warte są dziś przytoczenia w ślad za opowieścią samego Macieja. Zatrzymany i wyjątkowo brutalnie potraktowany w siedzibie SB na Kochanowskiego, został następnie przewieziony do aresztu w Lesznie. Maciej nigdy nie poddawał się nastrojom rezygnacji. Rozpoczął powolne i systematyczne przygotowania do ucieczki. Na spacerach, wykorzystując nieuwagę strażników w wieżyczce, w jednym rogu przyległym do zewnętrznego muru podważał miotłą drucianą siatkę rozpostartą nad spacerniakiem. Jednocześnie w celi cierpliwie wyplatał pojedyncze nitki z koca i splatał je w sznurowadła. Inaczej ucieczka bez butów,
a w szczególności skok, który Maciej planował z wysokiego muru, mogły się skończyć fatalnie. Kiedy przyszedł odpowiedni moment, podsadzony przez współwięźnia przeciągnął się przez szparę pod siatką i zeskoczył wprost na ulicę. Biegł, a potem szedł przez wiele godzin, wreszcie jechał autostopem, by znaleźć schronienie w jednej
z parafii, chyba w pobliżu Kalisza. Możecie sobie wyobrazić, jak się zdumieliśmy pewnego wieczoru, widząc nagle Macieja w drzwiach, jakby nic się nie stało.


A ileż razy skakał z naszego balkonu na Mikstackiej, by przez ogród
i chaszcze nad junikowską strugą uciekać przed niepożądanymi, nieznanymi gośćmi! Wspominaliśmy z Maciejem w trakcie naszego ostatniego spotkania, na obchodach rocznicy poznańskiej SW, że tak też było 5 lipca 1983 roku, kiedy Maciej myślał, że esbecy przyszli po niego, a po chwili, gdy sam już był na szczęście daleko, okazało się, że przyszli po mnie.


Maciej nocami drukował gazetki, pisma oraz kalendarze SW, projektowane przez Włodka Gorzelańczyka. Gdy było trzeba, pomagał w sprawach domowych nam i sąsiadom oraz wszystkim znajomym, którzy go znali, choć oczywiście nie wiedzieli oni, gdzie Maciej się ukrywa. Przyjął pseudonim Stefan Bobrowski – na cześć radykalnego
i szlachetnego naczelnika Warszawy w powstaniu styczniowym, zabitego w podstępnym pojedynku. Chyba po zatrzymaniu w czasie demonstracji, gdy udało się Maciejowi wydostać na podstawie fałszywego dowodu osobistego (biuro legalizacyjne prowadził, podobnie jak też dbał o technikę przy podziemnym radiu, niezastąpiony i nieuchwytny dla SB Andrzej Piątek). Po tym zatrzymaniu, jeśli pamięć mnie nie myli, uznaliśmy, że pseudonim musi w razie wpadki być przechodni, choćby dla samego bezpieczeństwa Macieja, by nie został rozpoznany. Oświadczenia Stefana Bobrowskiego ukazywały się dalej, gdyż w jego rolę wcielali się czasami Szymon Jabłoński bądź Szymon Łukasiewicz.


Miał Maciej dzięki swojemu poświęceniu i postawie wielu oddanych przyjaciół. Był cichy, małomówny, nie palił, nie pił alkoholu, który lał się obficie w trakcie ówczesnych nocnych rozmów Polaków. Nie lubił tracić czasu na próżne czynności. Potrafił także wykorzystywać energię i zapał do podziemnej roboty tych, którzy się z nim i radykalizmem Solidarności Walczącej nie zgadzali, a nie znajdowali też dla swej, jak w przypadku Włodka Filipka, niepokornej natury miejsca w strukturze poznańskiego podziemia. Maciej zgadzał się na kolejne tytuły uruchamiane przez nas, w tym tak pokaźne objętościowo, jak „Czas”, „Czas Kultury” czy „Komentarz”, choć zdarzało się, że w chwilach kłopotów drukowano te dwa pierwsze opasłe pisma we Wrocławiu lub Warszawie. Po 1986 roku tworzyliśmy już rozbudowaną rodzinę podziemną wraz ze świetnie funkcjonującymi i współpracującymi z nami grupami „Obserwatora Wielkopolskiego”, „Veta” oraz Radia Solidarność. Pracowaliśmy razem i z czasem, jak słabły represje, bawiliśmy się razem. Końcowym efektem tej dobrej współpracy było uruchomienie wspólnego projektu po czerwcu 1989 roku, czyli oficjalnego tygodnika „Obserwator Wielkopolski”…

Był więc Maciej pierwszym wydawcą „Czasu Kultury”, był jego drukarzem i kolporterem, był dobrym duchem prawie wszystkich ambitnych intelektualnie projektów podziemnego Poznania, a nie tylko, jak opowiadano powszechnie, zadymiarzem i radykałem.

Był też Maciek niezwykle uczynny. Nigdy nie dbał o siebie, był gotów do pomocy o każdej porze dnia i nocy, nie licząc się z własnym bezpieczeństwem, w najbardziej nawet błahych sprawach. Jak tylko sięgam pamięcią, nigdy nie powoływał się na własne zmęczenie czy potrzebę snu, którego zawsze mu przecież brakowało. Jeśli był na wolności, nie opuszczał żadnej demonstracji. Wraz ze swoimi chłopakami, w tym z niezwykle dzielnym Krzysiem Cnotalskim, jeździł także na „gościnne występy” do innych dużych miast, by wzmocnić tamtejsze demonstracje.

Tyle chciałoby się jeszcze opowiadać... A przecież odeszli już od nas, równie niesprawiedliwie szybko, wszyscy twórcy „Veta”: Wojtek Pawlak, Piotr Buczkowski, Jarek Maszewski, odeszli Włodek Filipek
i Iwonka Burszta, wszyscy w pełni sił, w kwiecie wieku, wszyscy mogli jeszcze wiele lat służyć swojej wytęsknionej i w końcu przez siebie przecież wywalczonej wolnej Ojczyźnie. Mogli opiekować się swoimi bliskimi, rodziną, wreszcie służyć nam, ich przyjaciołom i znajomym
z demokratycznej opozycji radą, pomocą, swoim doświadczeniem.


Maciej, jak powiedział nad jego grobem Kornel Morawiecki, nie powinien być przez nas odprowadzany na miejsce wiecznego spoczynku. Był przecież od Kornela, ode mnie czy Ryszarda Czapary młodszy. To on powinien nas odprowadzać w tę ostatnią, tu, na ziemi, drogę.


Los postanowił inaczej, Bóg zaprosił go już do siebie. Być może potrzebował właśnie pomocy, potrzebował kogoś, kto zawsze jest tak uczynny, nigdy na nic się nie skarży i nic nie jest mu za ciężko zrobić.


Jeśli tak, niechże Najwyższy cieszy się Jego pomocą, tak jak i my kiedyś się nią cieszyliśmy.

Żegnaj, kochany Macieju!
Rafał Grupiński

Autor wspomnienia jest historykiem, krytykiem literackim i wydawcą, posłem na Sejm V i VI kadencji, sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W 1987r. założył i był redaktorem naczelnym (do 1999r.) miesięcznika literackiego Czas Kultury. Autor kilku tekstów dla Czasu, sygnował artykuły m.in. pseudonimem Szymon Starowolski.


22 lipca 2009

Pożegnanie legendy podziemia - Poznańska SW


Byliśmy pewni, że jeżeli komuś z nas pisane jest długie życie, to właśnie Jemu. Zadziwiał nas w ostatnich latach niebywałą witalnością. Maratony biegane regularnie, wspinaczki na wysokie szczyty górskie w różnych częściach świata, sport na co dzień. Nic nie wskazywało na to, że
przykry wypadek przy okazji konnej przejażdżki sprzed miesiąca będzie miał tak straszliwe konsekwencje.

Wiadomość, że Maciej nie żyje, wydawała się i wydaje się nadal – nierzeczywista. Przecież z tak wielu opresji wychodził zwycięsko, bez szwanku na ciele i duszy. Znaliśmy się przez ponad ćwierć wieku, związały nas czasy stanu wojennego. Dyskretny i trochę nieśmiały w kontaktach prywatnych, w podziemnej robocie wykazywał upór, odwagę, brawurę. Zawsze szedł na pierwszą linię, nigdy z boku.

Aleksandra Bessert

Gdy z sympatią, czasem ze współczuciem, obserwowaliśmy Jego zmagania z niełatwą materią rządzenia w czasach demokracji –
a przez dziesięć lat pracy na stanowisku vice-prezydenta Poznania przeszkód musiał pokonać niemało – widzieliśmy jakby innego człowieka: wyważonego, działającego z namysłem, jeśli trzeba –
z ostrożnością. Ale czasem, gdy należało podjąć trudne i nie zawsze popularne decyzje, potrafił być zdecydowany jak dawniej.


Nie do nas należy sporządzanie bilansu z dekady Jego służby we władzach grodu Lecha, inni zrobią to lepiej i z większym znawstwem. Nie mamy jednak wątpliwości, iż uznanie naszego miasta za najlepiej przygotowane do EURO 2012 nie byłoby możliwe bez Jego uporu i niebywałej pracowitości. Dziś chcemy przypomnieć historię bardziej w czasie odległą i bardziej romantyczną, przypomnieć legendę „Stefana Bobrowskiego”, szefa poznańskiej Solidarności Walczącej. Może wtedy właśnie, w latach 80., przebiegł swój najcięższy maraton
i zdobył najtrudniejszy szczyt?



Szymon Jabłoński

Maciej był jednym z założycieli NZS na Politechnice Poznańskiej, już wówczas dał się poznać jako świetny organizator. Internowany
w stanie wojennym, zbiegł z ośrodka w Gębarzewie (przy okazji pobytu w szpitalu w Gnieźnie), by wrócić tam po kolejnym zatrzymaniu. W lipcu 1982 zwolniony, wkrótce po tym stał się jednym z najzacieklej tropionych przez SB ludzi w Wielkopolsce.
Zatrzymania, aresztowania, ucieczki – w tym ta najsławniejsza,
z aresztu w Lesznie w 1984 r. – uczyniły z Niego jedną z najbardziej znanych i malowniczych postaci konspiry. W r. 1983 założył poznański oddział Solidarności Walczącej, za zgodą jej przywódcy Kornela Morawieckiego i kierował nim aż do upadku PRL-u.


Szymon Łukasiewicz

Wspominał w ubiegłym roku, przy okazji jubileuszu 25–lecia SW: „Mówiliśmy o sobie: „Żołnierze SW” i tak się w większości czuliśmy. Tej idei, Polsce wolnej, niepodległej, Polsce naszych marzeń, naszych snów, byliśmy gotowi podporządkować i poświęcić praktycznie wszystko. Mniej się liczyły szkoła, studia, rodzina.” Brzmi to nieco patetycznie, Maciej patosu nie lubił, ale wiedział, że jubileusz ma swoje prawa i stosownej retoryki wymaga. Rzecz w tym, że On w tamtych latach naprawdę podziemnej robocie poświęcił całe swoje życie. Wysoki, lekko pochylony, z bujnym zarostem, przypominał XIX-wiecznych bojowników z niepodległościowych konspiracji.
Miał w sobie ten sam żar ofiarności.

Wbrew przeciwnościom, pomimo tego, iż od czerwca 1985 do bodaj września 1986 znów był aresztowany, stworzył jedną z najsprawniej działających grup podziemnych w Wielkopolsce, obok zaprzysiężonej kadry młodych „bojowców”, zdolnych do przeprowadzenia tak spektakularnych akcji, jak i wytrwałej roboty w podziemnych drukarniach, wciągnął do współpracy z utworzonymi przez organizację pismami znaczący krąg poznańskiej inteligencji. Swoim pseudonimem „Stefan Bobrowski” podpisywał najbardziej tu radykalne apele i manifesty antykomunistyczne, ale też godził się na redakcyjną samodzielność wydawanych przez SW periodyków, dzięki czemu na niezależnym rynku wydawniczym pojawiły się tak cenne czasopisma, jak „Czas” (1984, pod
redakcją Włodka Filipka) i „Czas Kultury” (1986, założony przez Rafała Grupińskiego). Utworzył i redagował dwutygodnik „Biuletyn SW”, kierował podziemnym radiem i dziesiątkami najróżniejszych akcji. Sobie znanymi sposobami zdobywał papier i sprzęt drukarski, organizował kryjówki i manifestacje, na których nierzadko szedł w pierwszym szeregu. Pomagał uciekinierom z innych zniewolonych krajów i z armii sowieckiej. Zajmował się sprawami zasadniczymi i drobnymi, był od wszystkiego. Pisał buntownicze, tak wtedy potrzebne teksty.
Z biegiem lat stał się niekwestionowaną legendą poznańskiego podziemia.



Jerzy Fiećko

Przed kilkoma miesiącami publicznie wzywał przyjaciół z wielkopolskiej SW, by byli dumni z tamtych dokonań, bo dobrze przysłużyły się one do odzyskania wolnej Polski. To przyjaciele byli dumni z Niego, z Jego dokonań. I to On zasłużył się sprawie wolności jak mało kto w naszym pokoleniu.


Żonie Joannie, córkom Agnieszce i Ani z serca współczujemy.
Choć wiemy, że słowa w tej chwili tak niewiele mogą.

Ola Bessert, Szymon Jabłoński, Szymon Łukasiewicz, Jurek Fiećko, przyjaciele Macieja z tamtych lat i dziś.



Aleksandra Bessert - historyk, filar redakcji biuletynu SW, Komentarza, współpracowniczka Czasu. Dziś dziennikarka Programu 3 TVP.

Szymon Jabłoński -
przedstawiciel i organizator SW, łącznik wydawcy z techniką SW. Dziś absolwent AR, właściciel prywatnej firmy.

Szymon Łukasiewicz - przedstawiciel SW, autor kilku artykułów, makiety pism przekazywał do drukarni SW. Dziś pracownik Ogrodu Botanicznego UAM w Poznaniu.

Jerzy Fiećko - polonista, podpora organizacyjna redakcji Czasu, współredaktor biuletynu SW oraz naczelny Komentarza. Dziś profesor UAM, historyk literatury w Instytucie Filologii Polskiej UAM.